PATRON

WRÓG MOJEGO WROGA MOIM... WROGIEM?
major

Mjr Zygmunt Szyndzielarz „Łupaszko”

Na przełomie czerwca i lipca 1943r. Antoni Burzyński „Kmicic” zdecydował się, w uzgodnieniu z miejscowym dowódcą oddziałów partyzantki sowieckiej- Fiodorem Markowem, na założenie stałej bazy. Na miejsce obrano punkt na wschód od jeziora Narocz, pojawiła się nadzieja nawiązania współpracy, a przynajmniej ułatwienia działań chociażby poprzez zastosowanie dwujęzycznych przepustek. Pod pozorem uzgodnień w sprawie wspólnej akcji, 26 sierpnia poproszono „Kmicica” do bazy sowieckiej, dokąd udał się wraz z siedmioma osobami. Tam ich rozbrojono, aresztowano i rozstrzelano. Po kilku godzinach nastąpiło natarcie Sowietów na bazę brygady, którą rozbrojono. Funkcjonariusz NKWD podzielił przesłuchiwanych partyzantów na dwie grupy. Mniejszą, bo liczącą 80 osób, rozstrzelano. Z pozostałych żołnierzy kierownictwo sowieckie zorganizowało oddział.

Po pewnym czasie zdecydowana większość „Kmicicowców” uciekła i stała się zaczątkiem przyszłej V Brygady. Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”, który w czasie tych zajść zdążał do „Kmicica” ostrzeżony w porę, uniknął wiadomego losu.

Bezpośrednie czy pośrednie, nie przynoszące rezultatów kontakty utwierdziły przekonanie o nieczystych intencjach wiarołomnych partnerów. Wykreowali się na wroga numer dwa, z tym że bardziej perfidnego.

ZACZYNA SIĘ...
lupaszko4

V Brygada. Wzorowo umundurowana i uzbrojona. Kolejny przykład na to, ze nie byli bandą rabunkową

  W Okręgu Wileńskim V Brygada „Łupaszki” należała do najstarszych i najbitniejszych oddziałów. Były najliczniejsze, posiadały najlepsze uzbrojenie i miały na swoim koncie poważną liczbę zakończonych sukcesem akcji zbrojnych. Teren operacyjny leżał na pn-wsch od Wilna. Pierwszą poważniejszą akcją V Brygady było rozbicie w styczniu 1944r. pod Żodziszkami kolumny Wehrmachtu. Zniszczono działko przeciwpancerne, spalono samochód, w walce zginęło 7 Niemców. Tego samego miesiąca doszło do starcia z silnym oddziałem z liczną bronią maszynową. Wydzielona grupa, która miała za cel spacyfikowanie wsi Worziany, została rozbita. Straty przeciwnika wyniosły 43 zabitych, w tym 2 oficerów. Brygada straciła 18 żołnierzy, było tez kilkunastu rannych, wśród nich „Łupaszko”. Zdobyto znaczną ilość broni. Uznaje się, że była to do lipca 1944r. najpoważniejsza konfrontacja zbrojna między partyzantami AK i Niemcami na otwartym terenie. W maju nastąpiła wymiana brygad w zgrupowaniach, „Łupaszko” ze swym oddziałem został przeniesiony do I Zgrupowania pod dowództwem mjr. dypl. Antoniego Olechnowicza „Pohoreckiego”. Celem było przeniesienie działań V Brygady na obszar wolny od ingerencji partyzantki sowieckiej, a co za tym idzie, wyciszenie konfliktów. W lipcu 1944r. w Puszczy Grodzieńskiej w okolicach Porzecza otoczona przez jednostki sowieckie brygada została rozwiązana. Rozproszone, pojedyncze grupy lub jednostki zmierzały do Puszczy Augustowskiej. W okresie zimowym „Łupaszko”dążył do odbudowania V Brygady, by już w połowie maja 1945r. osiągnęła 3 szwadrony (major miał duszę kawalerzysty) dowodzone przez „Żelaznego” (po jego śmierci przez ppor. Olgierda Christę „Leszka”), „Lufę”, „Zeusa” i dwa patrole dyspozycyjne „Zagończyka” i „Jastrzębia”.
Od lewej: „Lufa”, „Mścisław”, „Łupaszka”, „Szpagat”, „Żelazny”

Od lewej: „Lufa”, „Mścisław”, „Łupaszka”, „Szpagat”, „Żelazny”

  ŚRODKI NA DZIAŁALNOŚĆ Zaczyna sie nie tylko organizacja „zasobów ludzkich”, lecz przede wszystkim funduszy i broni. „Łupaszko” jeszcze przed powołaniem oddziałów na wiosnę zlecił „Zagończykowi” zorganizowanie patrolu dywersyjnego, który miał zdobywać środki na działalność organizacyjną. Jeszcze w okresie zimowym podobnym oddziałem kierował „Żelazny”. W myśl zasady walki kosztem okupanta, a nie ludności rekwirowano mienie państwowe bądź spółdzielcze zostawiając... pokwitowanie (akcję tego typu nazywano fachowo „akcją ekspriopracyjną”). Za zabranie własności prywatnej bez uiszczenia opłaty groził sąd polowy. I tak przykładowo: 7 marca patrol dyspozycyjny „Jastrzębia” zdobył na poczcie w Gdańsku przy ulicy Grunwaldzkiej 10 000 zł. 5 maja szwadron „Lufy” zatrzymał pociąg na stacji Zarośle i przeprowadził rekwizycję zaopatrzenia. 30 maja przeprowadzono akcję na spółdzielnię w Czarnej Wodzie, rekwirując 40 000 zł. W sierpniu w miejscowości Brusy (przy szosie do Chojnic) „Zeus” zarekwirował w punkcie skupu grzybów milion złotych, co zaspokoiło potrzeby szwadronu na długi czas. Spryt i wyobraźnia pozwalały na uzupełnienie podstawowych braków, jak chociażby umundurowania, które w razie potrzeby było zabierane powracającym z Zachodu żołnierzom. Bieliznę, podobnie jak na Wileńszczyźnie, wymieniano u okolicznej ludności. Długie marsze zmuszały do częstych uzupełnień obuwia, które najzwyczajniej zamieniano z rozbrojoną milicją albo wojskiem. W trakcie akcji na milicję, zdążającą do wsi Śliwice na wymianę dotychczas pełniących służbę, przeprowadzono oczywiście wymianę obuwia. Ów incydent miał swój finał w sądzie w sierpniu 1949r. W relacji ppor. Olgierda Christy „Leszka” rzecz wyglądała następująco: „ Na pytanie sędziego, co im zrabowano, skierowane do jednego z zatrzymanych wówczas milicjantów, który ze świadka oskarżenia stał sie mimo woli świadkiem obrony – stwierdził, iż nic. Broni nie zabrano, jedynie rozsypano po krzakach amunicję, a buty zostały wymienione. Koronny świadek wzbudził skrywaną wesołość wśród nader poważnych pilnujących nas milicjantów”. Z broni, najbardziej pożądaną zdobyczą był automat niemiecki MP43, stanowiący wówczas najbardziej nowoczesny i najlepszy model automatycznej broni piechoty, na którym wzorowany jest dzisiaj popularny „kałasznikow”. Zwano je „derkaczami”. Karabiny zwykłe oraz innego typu pistolety pozostawiano jako nieprzydatne. UDERZYĆ I       ZNIKNĄĆ... DZIAŁALNOŚĆ       NA POMORZU
Odprawa...

Odprawa...

Szwadrony V Brygady wykazywały ogromną ruchliwość i operatywność, przemieszczając się po rozległych rejonach Polski północnej. Mapa i kompas to jeden z podstawowych elementów zapewniających względne bezpieczeństwo. Oddziały nie wiązały się na dłużej z jakimś terenem, lecz działały jako grupy lotne (15- 30 osób), wykorzystując zdobyczne samochody pokonywały odległości nawet do kilkuset kilometrów. Dezorganizowano administrację terenową, niszcząc akta w gminach i powiatach, rozbijano posterunki milicji, walczono z jednostkami sowieckimi, wykonywano wyroki na funkcjonariuszach UB, prowadzono wywiad. Przede wszystkim jednak likwidowano coraz bardziej rozbudowywane agentury komunistyczne, a także wyciągano konsekwencje wobec ludności cywilnej wchodzącej w układy z UB. 3 września szwadron „Zeusa” ukarał chłostą mieszkankę wsi Lipinki, która zadenuncjowała na UB miejscowego księdza. Dwa dni później koło Czerska wychłostano dwóch pepeerowców. 11 maja w sobotę rozbito grupę operacyjną KBW i UB w Bartlu Wielkim pow. Tuchola. W niedzielę, 19 maja 1946r., szwadron Zdzisława Badochy „Żelaznego” w ciągu jednego dnia rozbroił posterunki MO w Kaliskach, Osiecznej, Osieku, Skórczu, Lubichowie, Zblewie i na koniec w Starej Kiszewie, pokonując tym samym około 100km. W ostatniej dużej wsi, położonej na północnych obrzeżach Borów Tucholskich nastąpiło rozbrojenie i rozstrzelanie pracowników UB, NKWD i pepeerowca, który zgłosił sie na ochotnika do udziału w obławie na „łupaszkowców”. Nie prawdą jest, że byli wcześniej torturowani. 21 maja 1946 rozbito placówkę UBP i posterunki MO w Bobolicach i Piotrkówku pow. Koszalin oraz Przychylewie pow. Człuchów. W całym województwie postawiono w stan gotowości siły bezpieczeństwa i wojsko. Urządzono polowanie, podczas którego nierzadko wszelkie zasady moralne i wojskowe były łamane o czym świadczy incydent, który wydarzył się 25 maja 1946 koło miejscowości Podjazdy. Doszło tam do starcia szwadronu „Żelaznego” z milicją dowodzoną przez funkcjonariusza UB z Kartuz. Wskutek wzorowo przeprowadzonej akcji, po stronie przeciwników było dwóch zabitych, w tym dowódca i kilku rannych. Wtedy to spostrzeżono porozrzucaną amunicję z obciętymi stożkami pocisków. Mimo niegodnego zachowania, „Żelazny” jedynie zdetonował pod maską silnika ich auta granat, a „Inka” zostawiła rannym opatrunki osobiste, których nie mieli. I to „łupaszkowców” nazywano bandą! Warto przytoczyć tutaj również wydarzenie, które miało miejsce       na autostradzie w pobliżu Czarnej Wody. Na rozkaz dowódcy, „Żelazny” wyznaczył pięciu żołnierzy, którzy udając Wojsko Polskie przeprowadzili akcję na około 20-osobową zbieraninę funkcjonariuszy Służby Ochrony Kolei i milicjantów zorganizowaną przez wielce niedoświadczonego funkcjonariusza UB ze Starogardu Gdańskiego. Major „Łupaszko” wielce wzburzony faktem, iż jakiś cywil żółtodziób, przy tym czerwony, śmie organizować obławę na oficera Rzeczypospolitej, uderzył go pejczem w twarz i kazał rozstrzelać. Wkrótce wyraził ubolewanie z powodu tego uderzenia, tłumacząc się emocją.  
W jednej ze wsi w rejonie operacyjnym...

W jednej ze wsi w rejonie operacyjnym...

      PIÓRO       GORSZE NIŹLI       MIECZ... Walka z „Łupaszką” toczyła się nie tylko na płaszczyźnie fizycznej likwidacji poprzez ekspedycje KBW i UB. Bardziej dotkliwym ciosem była propaganda. W roku 1946 partyjna prasa starała się zohydzić w oczach społeczeństwa działalność szwadronów, rysując wyimaginowany obraz zdesperowanych grup bandyckich czyhających tylko na okazję przeprowadzenia podłego rabunku. Co gorsza w „Życie Warszawy” można było przeczytać o haniebnej współpracy kierownictwa AK z hitlerowskim okupantem. „Głos Wybrzeża” szerzył nieprawdę o porozumieniu Wileńskiego dowództwa AK z gestapo w organizowaniu mordów na radzieckich partyzantach. „Łupaszkowcy” podobno wykłuwali oczy, wyrywali języki i rozrywali ludzi końmi. Władze robiły wszystko żeby wyizolować działalność „Łupaszki” ze środowiska w którym działał. Prawdziwym problemem były książki, które jak jad toczą nieraz do dziś biedne szkolne biblioteki. Z wydania J. Babczenki (byłego szefa UB w Kościerzynie) i Rajmunda Bolduana z 1969r. „Front bez okopów” czytamy ze zgrozą jak „Inka”, sanitariuszka „Łupaszki”, z „sadystycznym uśmiechem” nie tylko strzela do funkcjonariuszy UB, ale również dobija rannych! Sypią się pejoratywne określenia, a jej postać jest zarysowana jako „krępa” i „kruczoczarna”.       W rzeczywistości Danuta Siedziakówna vel Obuchowicz („Inka”) nie tylko do nikogo nie strzelała, ale też z godnością wypełniła obowiązki sanitariuszki chociażby przez zostawianie rannym funkcjonariuszom UB opatrunków osobistych, których nie posiadali. Ta 17-letnia szczupła szatynka była lubiana, przez chłopaków z oddziału, za skromność, a jednocześnie za hart i pogodę ducha.  
Pamiątkowa fotografia. Po prawej stronie „Inka” z czerwonym krzyżem na ramieniu.

Pamiątkowa fotografia. Po prawej stronie „Inka” z czerwonym krzyżem na ramieniu.

  HONOR I       POŚWIĘCENIE Nie próbuję kreować „łupaszkowców” na nieskazitelnych bohaterów ani być ich adwokatem. Staram się tylko wyłuskać potwierdzone fakty, które na naszych oczach bronią tych ludzi. Musimy jednak patrzeć przez pryzmat tamtych wydarzeń, tamtej sytuacji, tamtego życia aby zrozumieć taktykę i sposób postępowania. Bowiem wtedy każdy opór i każdy czyn obrony był powinnością lub aktem rozpaczy. Tej kodeksowej obronie koniecznej przysługują wszelkie środki, mogące odsunąć zagrożenie, a które mogą nawet wyrządzić szkody pośrednie. I tak wobec ekstremalnego zagrożenia życia, ciągłych prześladowań, wręcz wyklęcia ze środowiska w tej walce o niezależną polskość udaje się zachować tym ludziom honor. Świadczy o tym akcja rozbrojenia milicji i placówki Urzędu Bezpieczeństwa w Skórczu, gdy kierownik UB w stopniu sierżanta oświadczając „Żelaznemu”, iż „nie będzie na klęczkach prosił o życie” został doceniony za przejaw męstwa i brak negatywnej opinii wśród miejscowych. Potraktowano go w sposób wyjątkowy, przestrzegając jednak przed ponownym spotkaniem z nim w roli funkcjonariusza UB, gdyż sprawa będzie miała wtedy inny finał. Podobne zdarzenie miało miejsce pod Sztumem. Jeden z trzech „ubowców” porwał koszulę, aby opatrzyć rannego milicjanta i właśnie z tego powodu został oszczędzony. Pozostałych dwóch rozstrzelano. Niejednokrotnie też pomagali miejscowej ludności w uporaniu się z grasującymi bandami rabunkowymi. Karali również chłostą konfidentów UB. Mieszkanka wsi Lipinki została w ten sposób ukarana za zadenuncjowanie miejscowego księdza. Przy tak ekstremalnym trybie egzystencji i działania, słowa: koleżeńskość, zaufanie i solidarność nabrały esencjonalnego znaczenia. Jesienią, we wsi Brzeziny (okolice jeziora Tleń) podczas kolacji został ostrzelany wartownik brygady. Wybiegający z domu Tadeusz Urbanowicz „Moskito” został ciężko ranny w nogę, a nie chcąc opóźniać odwrotu kolegów, krzyknął tylko „Czołem chłopaki!” i strzelił sobie w skroń. Ranny na Pomorzu „Szczygieł” ze szwadronu „Zeusa”, dobił się w obawie przed aresztowaniem. Takich przypadków determinacji i poświęcenia było wiele.
Patrol wyposażony w broń produkcji sowieckiej PPS, PPSz

Patrol wyposażony w broń produkcji sowieckiej PPS, PPSz

KONIEC DZIAŁAŃ       I ARESZTOWANIA W listopadzie 1946r. przychodzi rozkaz rozwiązania oddziałów „Leszka” i „Zeusa” z zaznaczeniem utrzymania łączności z ludźmi. Demobilizacja nastąpiła w ciągu jednej godziny w miejscowości Lipusz. Zasady ograniczające niemal do zera konstrukcje siatki terenowej, owszem chroniły przed dekonspiracją ale też utrudniały komunikację i łączność awaryjną między oddziałami. Major „Łupaszko” przeszedł w Białostockie, gdzie podczas zimy 1946/47 organizował szkolenie wojskowe dla części oddziału, który poważnie zredukowany, kontynuował ograniczone działania zbrojne. Po wyborach do Sejmu na początku 1947r. ogłoszono amnestię z możliwością ujawnienia zakazanej działalności politycznej, w tym zbrojnej. Starannie przygotowana operacja bezpieki poprzedzona rozpoznaniem obfitowała w falę aresztowań na działaczach podziemia. Zatrzymań dokonywano głównie w Łodzi, Gdańsku, Wrocławiu, Szczecinie, Warszawie, Bydgoszczy. Kilkanaście osób poniosło śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach w okresie śledztwa, w trakcie odsiadywania wyroku czy w wyniku „procesu”... ŻOŁNIERZE       WYKLĘCI...
Żołnierze wyklęci...

Żołnierze wyklęci...

Warto wspomnieć, iż nawet dokumenty UBP i KBW podkreślały wybitnie ideowy, „polityczny” charakter działalności V Brygady Wileńskiej, a także żelazną dyscyplinę jaka była tam utrzymywana. Niezłomni patrioci i wybitni dowódcy partyzanccy prowadzili działania w „rycerskim” stylu, co wówczas nie zawsze stanowiło regułę. Pomimo tego, często kończyli swe życie w skutek „mordu sądowego” w sposób niegodny żołnierzy. Zapiekła wrogość ówczesnej prokuratury, mnożącej absurdalne zarzuty, powodowała nie respektowanie kodeksowych powinności. Efektem było zastosowanie kary śmierci przez powieszenie na żołnierzu-oficerze lub też po prostu strzał w tył głowy. Mordowano w majestacie prawa niepełnoletnie sanitariuszki, którym przypisywano niestworzone czyny, czego tragicznym przykładem jest przypadek „Inki”. Uciekano się nawet do przebierania żołnierzy AK, prowadzonych na egzekucję, w mundury niemieckie. Pozostały tylko liczne, bezimienne, zbiorowe groby oraz prawda, która dopiero teraz zaczyna wychodzić na światło dzienne...
Płyta upamiętniająca żołnierzy, którzy nie złożyli broni w 1945 roku. Kościół św. Brygidy. Gdańsk.

Płyta upamiętniająca żołnierzy, którzy nie złożyli broni w 1945 roku. Kościół św. Brygidy. Gdańsk.

 Płyta upamiętniająca żołnierzy, którzy nie złożyli broni w 1945 roku. Kościół św. Brygidy. Gdańsk. Bartel Wielki. Jedno z miejsc upamiętniających działania V Brygady Tylko dlaczego pomnik postawiono funkcjonariuszowi UB?

Bartel Wielki. Jedno z miejsc upamiętniających działania V Brygady. Tylko dlaczego pomnik postawiono funkcjonariuszowi UB?

          WAŻNE POSTACI: ZYGMUNT SZENDZIELARZ HENRYK  WIELICZKO MARIAN PLUCIŃSKI LEON SMOLEŃSKI DANUTA  SIEDZIKÓWNA ZDZISŁAW BADOCHA Specjalne podziękowania dla Maćka „CZYŻOLA” CZYŻEWSKIEGO i Ani „WIOSNY” ROGOWSKIEJ z Trójmiejskiej Grupy Rekonstrukcji Historycznej... Autor zachęca do zgłębienia tematu, gdyż opracowanie jest zaledwie kroplą w morzu...   Opracowała: St. strzelec ZS Kamila FURGO
Andrzej Kołakowski Rozstrzelana armia   Różańce ofiar, mgły nad rojstami, A tętent kopyt rytm wybija. To pułki armii rozstrzelanej, To przeszłość, która nie przemija.   Przez mgły pamięci, życia zamęt Wędruje szwadron za szwadronem. Błyszczą honorem klingi szabel, Stygnie koralem krew na skroniach.   W ubeckich piwnicach przestrzelone czaszki, To śpiący rycerze majora Łupaszki. Wieczna chwała zmarłym, hańba ich mordercom, Tętno Polski bije w przestrzelonych sercach.   W dusznych oparach współczesności Kręcą się mroczne interesy. Na euro się przelicza kości A pamięć leczy się ze stresu.   Nad polskim Wilnem zaszło słońce, Snuje się wieczór niespokojny, A Ostrobramska Matka wita Swe dzieci wracające z wojny.   Od wrót Ostrej Bramy do katowni Gdańska - Tak się zakończyła przygoda ułańska. Zagrała pobudka, rżą w przestworzach konie, Odpoczną żołnierze na niebiańskich błoniach.   Gdańsk, sierpień 2002